PORADY WYCHOWAWCZE

Wszyscy wiemy, że podstawą budowania dobrych relacji z dziećmi jest skuteczna komunikacja. Tyle, że to strasznie abstrakcyjne. Jak to konkretnie robić?

Ja: Mamo?

Mama: CO?

Ja: Już nic, nie jesteś w odpowiednim nastroju.

Zdarzyło mi się słyszeć nastolatki narzekające, że rodzice nie mają dla nich czasu, nie traktują ich poważnie. Z drugiej strony rodzice często opowiadają o bezradności w nawiązywaniu sensownej rozmowy z dziećmi. Próba wykorzystania jakiejś okazji by porozmawiać o sprawach ważnych czy dla dziecka czy rodziców kończy się wymianą kilku zdań i pełną napięcia ciszą. Dziecko wpatrując się znacząco w ekran komputera, komórki lub (w mniej licznych przypadkach) książki z cierpiętniczą miną czeka aż rodzic sobie pójdzie. 

To uświadomiło mi, że choć wiemy, że powinniśmy z dziećmi rozmawiać, często nie mamy sposobu na to, jak to zrobić. Dlatego uważam, że warto powiedzieć sobie kilka słów o różnych rodzajach rozmowy, różnych podejściach i kilku uniwersalnych zasadach prowadzenia rozmów. Dzięki temu będziemy mogli wypróbować różne sposoby i zobaczyć, który z nich najlepiej pasuje – i nam rodzicom, i naszym dzieciom.  Co ważne – mówimy tu o sposobach rozmowy z dzieckiem co najmniej 12 letnim, dla młodszych mogą być one zbyt abstrakcyjne.

Uniwersalne przygotowanie.

Na początek warto zastanowić się nad dwoma pytaniami – ile macie czasu na rozmowę oraz jak dużo masz do przekazania dziecku treści? W tym drugim pytaniu chodzi między innymi o to, czy potrzebujesz coś wyjaśnić dziecku, tak by rozumiało twój punkt widzenia, czy raczej skłonić do samodzielnego wysnucia pewnych wniosków. W zależności od tego, różne metody będą przydatne – popatrz na naszą tęczę wyboru.  Pamiętajmy, że gdy im większa rola dziecka w wymyślaniu rozwiązania problemu tym bardziej będzie skłonne do dotrzymania ustaleń.

Na każdy typ rozmowy warto wybrać spokojny moment (nie zaczynamy jej pięć minut przed ważnym wydarzeniem) i stworzyć miłą atmosferę. Można np. usiąść przy dziecku na kanapie, a nawet je przytulić na początku. Na pewno warto unikać atmosfery przesłuchania, która łatwo się pojawia w sytuacji, gdy dziecko siedzi, a rodzic nad nim stoi.  Ważna uwaga – oboje odłóżcie na czas rozmowy telefony, odejdźcie od komputera, zgaście telewizor.

Monitorowanie procesu rozwiązania problemu

To szybka metoda, w której rola dorosłego ogranicza się do nakreślenia problemu i zachęcania do mówienia. Zajmuje niewiele czasu. Warto przygotować się do rozmowy tak, żeby dziecko widziało, że coś jest nie tylko problemem dla rodziców, ale i dla niego samego.

Przykład:

„Julka, potrzebuję twojej uwagi na pięć minut. Ostatnio potrzebowałam Twojego dzienniczka, dlatego zajrzałam do biurka. Odkryłam tam nie tylko bałagan, ale upchnięty talerz z zaschniętymi kanapkami. To przyciąga robactwo, myślę, że nie chcesz mieć karaluchów w swoim pokoju. Chciałabym, żebyś w pięć minut wymyśliła kilka sposobów – co możesz od ręki zrobić, by zlikwidować bałagan w biurku.” 

W dalszej części rozmowy nie sugerujemy rozwiązań, tylko wtrącamy słowa otuchy i wyrażenia świadczące o uważnym słuchaniu, np. „świetnie”, „dobry pomysł” itp. Ustalenia warto zapisać i ustalić np.: „dobrze, to za dwa dni porozmawiamy jak ci idzie”.

Burza mózgów

To bardzo użyteczny rodzaj rozmowy, często skutkujący nieoczekiwanie dobrymi rozwiązaniami. W tę metodę możemy zaangażować wręcz całą rodzinę. Zasada jest w gruncie rzeczy prosta. Przedstawiamy problem, potem wymyślamy sposoby rozwiązania, na końcu podejmujemy decyzję. Istota metody burzy mózgów polega na tym, że na etapie wymyślania sposobów rozwiązania należy puścić wodze fantazji. Na przykład rozmawiamy o tym, jak zmniejszyć bałagan w domu. Szykujemy kartki i zapisujemy wszystkie pomysły, jakie padną. A padają różne. „Może każdy będzie miał swój ręcznik przy swoim łóżku, to odpadnie problem ręczników walających się po ziemi w łazience”. „A może będziemy mieć niewolnika, który za nas będzie zbierał ręczniki i śmieci”…. Zapisujemy wszystkie! Na etapie zbierania pomysłów nie może być oceny typu: „e, to głupie”, dlatego, że nawet idiotyczny pomysł może kogoś natchnąć do lepszego, np. „a może każdy dba, by odwiesić swój ręcznik, ale robimy zmiany i każdego dnia wieczorem ktoś ma rolę >>niewolnika<< i zbiera co leży na ziemi? Wyznaczymy dyżury na każdy dzień?”

Dopiero gdy wyprodukujemy wiele pomysłów (a z dziećmi – tu można zaangażować też młodsze dzieci) wśród pomysłów z pewnością będzie wiele zabawnych  - wybieramy wspólnie te najbardziej realistyczne.

Dyskusja kierowana

To jest typowa wymiana zdań. Przedstawiam problem, potem rozmawiamy o jego rozwiązaniach. W dyskusji takiej warto zachować strukturę – najpierw zbieramy fakty, potem propozycje, na końcu dopiero robimy podsumowanie. Pilnujemy, by nie zmieniło się to w przerzucanie pretensjami, wyzwiskami itp.  Przydatne zdania kierujące dyskusją to: „Co jeszcze jest ważne?” „Co jeszcze można zrobić”, „Zmieniasz temat, rozmawiamy o...”, „Co w takim razie ustaliliśmy?”

Dyskusja sokratejska

Zabiera najwięcej czasu, lecz jednocześnie jest najbardziej efektywna. Nazwa wywodzi się od Sokratesa, który tak kierował rozmową, by rozmówca sam doszedł do konstruktywnych wniosków  (np. zauważył, że błądzi). Dwa podstawowe narzędzia to pytania i parafraza. Parafraza polega na tym, że własnymi słowami powtarzamy (w skrócie) to, co powiedział rozmówca, tak by uściślić argument. Parafraza jest dobrym punktem wyjścia do pytania. A jakie pytania warto zadawać? Przede wszystkim wyjaśniające:

„Co masz na myśli?  Co rozumiesz przez... (np. sprawiedliwe rozwiązanie)? Czy dobrze rozumiem, że mówisz to… czy raczej to…? Czy zakładasz, że...?”

Drugi rodzaj to pytania o dowody:

„Jaki masz dowód na to, że to prawda? Czy możesz podać przykład potwierdzający, że to co mówisz jest prawdą? A jak twoje opinie pasowałyby do takiego oto zdarzenia...? Co mogłoby cię skłonić do zmiany poglądu?”

Trzeci przydatny rodzaj pytań dotyczy konsekwencji: „ Skoro założyłeś, że... , to co się zdarzy dalej? Gdy po raz kolejny pojawi się ten problem, co Twoim zdaniem się wydarzy? Co cię skłania do takiego wniosku?”

Nie ukrywam, że to najtrudniejszy rodzaj rozmowy. Wymaga opanowania (by nie dać się sprowokować np. emocjonalnym oskarżeniom), cierpliwości i czasu. Za to przydaje się w sytuacjach, gdy próba przekazania informacji (np. „nie pójdziesz na imprezę xyz”) spotka się z histerią, czy buntem.

Zobacz zestaw pytań sokratejskich, gotowych do wykorzystania w rozmowie.

Nauczanie

Wracamy do metody najczęściej wykorzystywanej, określanej przez dzieci z reguły mianem „moralizującego kazania”. W niektórych (a nawet wielu) sytuacjach dziecko nie jest w stanie dojść samodzielnie do właściwego rozwiązania, bo zwyczajnie brakuje mu wiedzy lub doświadczenia. Wtedy rzeczywiście potrzebny jest „wykład”. Aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że dziecko weźmie go sobie do serca, warto zacząć od zapewnienia o dobrych intencjach. Wracam do przykładu z Julką i kanapkami. „Kochanie, wiem, że utrzymanie porządku w biurku jest dla ciebie trudne. Właśnie dlatego chcę dać ci kilka wskazówek, które pomogą łatwiej ogarnąć bałagan”. Gdy przedstawiamy rozwiązania – niech to będzie krótkie, konkretne, bez osławionego moralizowania. Jeśli jest możliwość, dajmy dziecku wybór – co zrobi (lub co zrobi najpierw). 

Demonstracja

Jest to prawie to samo, co wykład, tylko słowom wyjaśnienia towarzyszy pokazanie, jak to zrobić.

W przykładzie z bałaganem Julki możemy wyjąć zawartość biurka i pokazać „Przysuń tu kosz. Kosz jest najlepszym przyjacielem porządku. Oddzielimy na początek rzeczy niekompletne od kompletnych, np. wyrzucimy wszystkie wypisane długopisy i pisaki...” Tam gdzie możliwe po demonstracji powinno nastąpić samodzielne wykonanie zadania przez dziecko. Zawsze podsumujmy pytając: „To co  zrobisz następnym razem?” i chwaląc na koniec, by czuło, że jest kochane. 

Oczywiście nie każda metoda będzie działać w stosunku do konkretnego dziecka. Z drugiej strony przygotowując ten artykuł złapałam się na tym, że sama mam swoje stałe i ograniczone metody rozmowy. Na przykład, że nigdy dotąd nie wykorzystałam burzy mózgów, mimo że korzystałam z niej z powodzeniem w pracy i wiem, jak bardzo może być efektywna. Dlatego mam poczucie, że warto wypróbować różne sposoby.  A nuż okaże się, że choć do tej pory mieliśmy wrażenie, że nasze słowa spływały po dziecku jak woda po kaczce, nasza pociecha weźmie sobie do serca rozwiązania domowych czy wychowawczych problemów.