PUBLICYSTYKA

Pielęgniarka z kliniki przyszła do mnie i uściskawszy wyszeptała, że to jej ostatni dzień w tej rzeźni i teraz będzie prawdziwą pielęgniarką – mówi Angela Michael.

 

Jak wygląda codzienne życie działacza pro-life w kraju, w którym dostępna jest aborcja na życzenie? Być może nasze wyobrażenia pochodzą z hollywoodzkich filmów, gdzie grupa wymachujących różańcami moherów agresywnie wrzeszczy "morderczynie" na kobiety wchodzące do kliniki, wpychając im krwawe ulotki z rozczłonkowanymi zwłokami dzieci. Być może wiemy więcej – widzieliśmy grupę odmawiających różaniec ludzi i kilku "side-walk counsellors", próbujących wręczyć ciężarnym kobietom ulotki pokazujące realne alternatywy dla aborcji – wskazujące ośrodki pomocowe itp. I "eskorty śmierci" pilnujące, by pragnący pomóc ciężarnym pozostali po drugiej stronie ulicy. Pracowników "ochrony" wrzeszczących bluźnierstwa w twarze modlących się.

Angela i Daniel Michael od 16 lat prowadzą fundację Posługa Małych Zwycięstw (Small Victories Ministries), a od 2000 roku stronę internetową raportującą o ich codziennej pracy. Angela jest położną. Wraz ze swą liczną rodziną pomaga ciężarnym kobietom w trudnej sytuacji. Od stycznia 2000 roku udało im się ocalić od śmierci ponad 3100 dzieci, z których 28 zostało adoptowanych. Terenem ich działania są okolice największej kliniki aborcyjnej rejonu Midwest (niedaleko St. Louis – Illinois) o przewrotnej nazwie Klinika Nadziei (Hope Clinic). Klinika jest otwarta przez 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Wykonuje między 10 a 13 tysięcy aborcji rocznie, specjalizując się w tzw. późnych aborcjach, przeprowadzanych w drugim i trzecim trymestrze ciąży. Zabicie dziecka kosztuje tutaj od 400 do 2400 dolarów. Wiele klientek to nastolatki. Ponieważ w stanie Illinois nie jest wymagana zgoda rodziców na aborcję u nieletniej córki, młodociane matki przyjeżdżają także z innych stanów. Z tego samego powodu trafiają tu nieletnie ofiary gwałtów i kazirodztwa, przywożone i zmuszane do aborcji przez gwałcicieli. Dzięki interwencji Angeli i Daniela udało się niedawno aresztować gwałciciela z Arkansas, który wykorzystywał seksualnie 13-latkę, wielokrotnie ją zapładniając i zmuszając do aborcji w klinice. Poniżej wywiad, którego udzieliła Angela.

Bogna Białecka: Na czym polega działalność Posługi Małych Zwycięstw? Czym się konkretnie zajmujecie?

Angela Michael: Z pomocą naszej rodziny prowadzimy działania pomocowe dla kobiet w ciąży w pobliżu kliniki aborcyjnej specjalizującej się w późnych aborcjach. Nasz rodzinny bus przekształciliśmy w ruchome centrum pomocy ciężarnym. Wyposażyliśmy go w aparaturę ultrasonograficzną, by móc pokazywać ciężarnym mamom jak wyglądają ich dzieci, prosząc w ich imieniu o szansę na życie. Przed kliniką Hope jesteśmy 5-6 razy w tygodniu, proponując mamom realne alternatywy dla aborcji – darmowe wyprawki dla dzieci, adresy gdzie mogą znaleźć darmową pomoc lekarską, wsparcie emocjonalne i materialne, a nawet mieszkanie. Naszą podstawową misją jest ocalenie i dziecka i jego matki.
Jeśli chodzi o sposób naszej pracy, najlepiej spojrzeć na któryś z naszych tygodniowych raportów. Poniedziałek – w tym tygodniu z kliniki wyniesiono ponad 120 paczek z częściami ciał zeszłotygodniowych ofiar. Zostaną przeznaczone na badania medyczne, farmaceutyczne i dla firm kosmetycznych. Liczymy paczki wynoszone przez posłańców z kliniki do furgonetek. Tego typu statystyki pozwalają ocenić skalę morderstw dokonywanych w klinice Hope.
Wtorek – w klinice zostaje przeprowadzonych około 40 aborcji, dwoje dzieci ocalonych. Rejestracje samochodowe z czterech stanów poza Illinois. Dzięki ultrasonografowi udało nam się przekonać młodą mamę do darowania życia swemu dziecku. Dziadkowie, którzy ją przywieźli do kliniki wrócili jeszcze do nas, by nam podziękować i potwierdzić, że wnuczka zdecydowała się urodzić swe dziecko. Rozmawialiśmy też z kobietą w 22 tygodniu ciąży. Ma już dzieci, a kolejne postanowiła zabić. Zaproponowaliśmy, że zaadoptujemy jej dziecko. Odmówiła, twierdząc, że ojciec dziecka ją wykorzystuje, więc ma zamiar zerwać związek, a gdyby urodziła, on by jej nie dał spokoju. Swego partnera skłoniła jednak, by poszedł z nią do kliniki i towarzyszył w dwudniowej procedurze zabicia ich dziecka.
Środa – około 22 aborcji. Samochody z 3 stanów. Wiele spośród zamordowanych dzieci zginęło w wyniku późnych aborcji dzień wcześniej...

Przeglądając raporty tygodniowe, widzimy proporcje, na przykład 140 dzieci zabitych, 10 ocalonych. Czy nie masz czasem poczucia, że to syzyfowa praca?

Jeżeli kiedykolwiek chcemy odbudować kulturę życia, szacunek dla życia, musimy pokochać te matki i ich dzieci. A to zaczyna się od nas samych. Wystarczy jedna osoba, by rozpocząć działalność w obronie życia. A inni się przyłączają. Często w posłudze przy klinice towarzyszą nam z modlitwą różańcową ludzie z pobliskiego kościoła, a także dzieci uczące się w domu. Przez sześć i pół roku prowadziliśmy audycję radiową, teraz nie mamy na to czasu, ale udaje nam się produkować krótkie reklamówki pro-life do telewizji. W ciągu tych lat widzieliśmy wiele nawróceń wśród pracowników kliniki. Mówili że pomogła im w tym nasza stała, pokojowa obecność. Niedawno jedyna dyplomowana pielęgniarka z kliniki przyszła do mnie i uściskawszy wyszeptała, że był to jej ostatni dzień w tej rzeźni i że dzięki mojej posłudze zdecydowała się, by odejść i rozpocząć pracę prawdziwej pielęgniarki i pomagać ludziom żyć, a nie tracić życie. Zaniemówiłam ze wzruszenia i płakałam przez całą drogę powrotną do domu.

Czyli Wasza działalność ma też wpływ na pracowników kliniki aborcyjnej?

Wielu pracowników kontaktowało się ze mną, ujawniając poważne zaniedbania w warunkach panujących w klinice – nielicencjonowani pracownicy, brud, przemoc fizyczna wobec pacjentek w znieczuleniu ogólnym itp. Miało już miejsce wiele procesów przeciwko klinice i pracującym tam aborcjonistom. Dlatego nasza strona internetowa jest tak ważna. Sporo ludzi wchodzi na nią by dowiedzieć się, co dzieje się w tym centrum aborcyjnym. Co ciekawe, w czasie kryzysu klinika podniosła ceny. Czy gdyby naprawdę chcieli pomagać kobietom, podnosiliby ceny w tak dramatycznym dla nich momencie? Ale przecież nie o to chodzi, chodzi o to, by zarobić na kryzysie i na tym, że więcej kobiet będzie się czuło zmuszonych do zabicia swego dziecka z przyczyn "socjalnych". W ciągu ostatnich dwóch lat 17 pracowników kliniki odeszło z niej. Za pozostałych wciąż się modlimy.

Dlaczego wybraliście akurat tę klinikę jako teren Waszej pracy?

To centrum aborcyjne nie podlega regulacjom i kontrolom stanowym. Dlatego tak dużo kobiet z innych stanów przekracza granice Illinois, by tutaj poddać się aborcji. Wiele z nich to nieletnie dziewczęta. Na naszej stronie opisujemy szereg historii kobiet próbujących ocalić przed śmiercią swe wnuki. Jeśli nieletnia chce przekłuć sobie uszy – musi uzyskać pozwolenie rodziców. Jeśli nieletnia chce zabić swoje dziecko, a jej rodzice próbują ją przed tym powstrzymać – nie dość, że nie wejdą do kliniki, ale mogą zostać aresztowani!

Działalność pro-life ma bezpośrednie przełożenie na wasze życie osobiste.

Mamy dwanaścioro dzieci – w tym jedenaście biologicznych, a ostatnie adoptowane. Udało nam się ocalić dziecko narkomanki. Kobieta była w 34. tygodniu ciąży. Udało nam się ją odwieść od aborcji, a trzy dni później urodziła córeczkę. Dziewczynka była chora i uzależniona od narkotyków. Jej matkę zabrano do więzienia, a "opiekę" nad dzieckiem miał przejąć stan Illinois. To nie była dobra sytuacja. Poszliśmy do sądu i uzyskaliśmy od dziewczyny zgodę na adopcję. W tej chwili dziewczynka jest już zdrowa i dobrze się rozwija. Jest naszym ślicznym aniołkiem, Bożym błogosławieństwem. Z pomocą Bożą naszym pragnieniem jest możliwość ocalenia i adopcji jeszcze wielu dzieci.

Co skłoniło Cię do podjęcia właśnie takiej formy działalności pro-life? Co daje Ci siłę, żeby od tylu lat przyjeżdżać każdego dnia pod klinikę?

Moje osobiste doświadczenie tego, że Pan wezwał mnie do bycia Jego narzędziem. Ja odczuwam osobistą więź z tymi dziećmi, które mają zostać zabite. Gdy byłam mała, matka mnie porzuciła i zostałam wychowana przez katolickie zakonnice. Później i tak skończyłam na ulicy, żebrząc o jedzenie i schronienie. Nie chcę o tym więcej mówić. Udało mi się ukończyć szkołę i uzyskać wykształcenie jako pielęgniarka, specjalizująca się w położnictwie. Wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i zaangażowałam się w ruch obrony życia. Wtedy ktoś zabrał mnie na czuwanie przed kliniką aborcyjną. Gdy po raz pierwszy stanęłam przed tym budynkiem zobaczyłam jakieś 30 czy 40 kobiet, tłoczących się przed nim jak stado. Wolno wchodziły do środka, niektóre w zaawansowanej ciąży. To mi złamało serce. Płakałam po nocach. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale Pan wskazał mi wtedy fragment Pisma Świętego – Księga Przysłów 24: 11-12. "Ratuj wleczonych na śmierć, wstrzymaj rózgi, by nie zabijały. Czy powiesz: «Nie wiedziałem tego?» Kto bada serca, ma nie rozumieć? Wie Ten, który dusz dogląda, i według czynów odda każdemu". Te słowa mnie odmieniły. Podjęliśmy wszystkie nasze oszczędności i zainwestowaliśmy w dzieło pomocy ciężarnym kobietom i ich dzieciom.

W galerii zdjęć wizualizujących waszą pracę często widać tablice rejestracyjne samochodów z naklejką – rybą, symbolizującą Chrystusa. Jest podpisana: "Gdzie jest Kościół?" Mam wrażenie, że jest to dla Ciebie szczególnie bolesne?

Tak, to bardzo zniechęcające, gdy widzę tylu chrześcijan przyjeżdżających zabijać swe dzieci. Ale taki już jest pożałowania godny stan wspólnot religijnych w USA. Większość z nich zajmuje się wyłącznie zbiórką pieniędzy i pomocą charytatywną, przekształciła się w swego rodzaju kluby. Aborcja to nie sprawa ekonomii, to nie problem społeczny, to sprawa moralności. Z ambon nie naucza się już o prawie i moralności. Dlatego Ameryka cierpi. Bóg próbuje zwrócić naszą uwagę. Kojarzy mi się to z cytatem z Pisma Świętego: "Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje Imię, i będą błagać, i będą szukać mego oblicza, a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham i przebaczę im grzechy, a kraj ich ocalę." - 2Kr, 7:14.

Jak zwiększyć skuteczność działań prowadzonych w celu ochrony życia?

Uważam, że centra pomocy kobietom w ciąży powinny być usytuowane tuż koło klinik aborcyjnych. Większość z nich nie jest. Wiele jest zamkniętych. Musimy pamiętać, że każda kobieta idąca do centrum aborcyjnego idzie tam, by zabić swe dziecko. Nie wchodzą do ośrodków pomocowych. Dlatego potrzebne jest aktywne wyjście im naprzeciw. Taka jest różnica między tym, co robimy my, a tym jak działa większość centrów pomocy. My nie tylko czekamy na kobiety by im pomóc, my aktywnie wychodzimy im naprzeciw. Zapraszamy, by obejrzały swe dziecko na ultrasonografie, rozmawiamy o ich stanie ducha, interesuje nas, co czują. Zawsze też rozmawiamy o konkretnych formach pomocy w trudnej sytuacji.

Rozmawiała Bogna Białecka