PUBLICYSTYKA

Ponieważ, albowiem okazało się, że co poniektórzy czytelnicy dociekają moich tytułów naukowych postanowiłam uzupełnić ten nader frapujący brak. Nie zrobię tego w formie klasycznego CV, bo to nudne. Raczej w formie pamiętnika.

Jestem magistrem  psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tylko i aż, ponieważ broniłam pracę magisterską w roku 1995, kiedy mgr oznaczał jeszcze: "solidne wykształcenie", a nie "ojojoj napisałam pracę na podstawie wikipedii, wstawiając w przypisy 20 książek, do których linkowały hasła".

Pracę magisterską pisałam u prof. Jacka Paluchowskiego, który zachęcił mnie do udziału w jego seminarium magisterskim słowami: "Przyjmę najwyżej pięć osób, wymagam doskonałej znajomości komputera i języka angielskiego, sprawdzę to, więc nawet nie próbujcie się do mnie fatygować, jak nie spełniacie warunków." W rezultacie moja praca magisterska, obejmująca 100 stron drobnym drukiem okraszona była kilkuset przypisami – w większości anglojęzycznymi. A były to czasy, gdy po odnalezieniu interesującego artykułu wysyłało się prośbę o reprint, który przychodził pocztą tradycyjną. Nie było wtedy bogatych bibliotek wirtualnych, gdzie setki artykułów dostępnych jest na kliknięcie myszki :)

Studia skończyłam z oceną bardzo dobrą, co też nie było takim hop-siup gdyż miałam kilku naprawdę wymagających profesorów, np. prof. Brzezińskiego, specjalistę od metodologii badań psychologicznych. Zresztą akurat ten przedmiot – statystyka, statystyka i jeszcze gorsza statystyka -  okazał się zadziwiająco pasjonujący. Zważywszy, że przez całą podstawówkę i liceum walczyłam z trudem o ocenę dobrą z matematyki, spodziewałam się ogromnych trudności z przedmiotem. A tu bardzo dobry. Okazało się, że gdy nie trzeba kuć na pamięć wzorów, a chodzi o praktyczne ich zastosowanie udaje mi się liczyć całkiem, całkiem.

Fascynacja metodologią badań została mi do dziś, ponieważ czytanie jakichkolwiek sensacyjnych doniesień psychologicznych zaczynam od analizy zastosowanej metodologii.

Od 1994 roku do 2001 pracowałam dla odmiany jako wolny strzelec – trener, prowadząc szkolenia tzw. "miękkie" – z umiejętności komunikacyjnych, negocjacji, profesjonalnych prezentacji, asertywności, kreatywności itp. Byłam też w pewnym momencie opiekunem merytorycznym studiów MBA z zakresu administracji publicznej. Kilkanaście współpracujących firm szkoleniowych, wiele tysięcy klientów. Generalnie – dużo, bardzo wymagającej i stresującej pracy, choć przyznaję do dziś – bardzo opłacalnej.

W 2000 roku stwierdziliśmy z mężem, że koniec obijania się, czas dać coś z siebie ludzkości i urodziliśmy w 2001 roku córeczkę. Był to moment, w którym stwierdziłam, że czas skończyć z dotychczasowym  wyjazdowym szaleństwem, więc złożyłam papiery na szkoleniowca do znanego operatora telefonicznego, nie mając nadziei na to, że w ogóle mi odpowiedzą. Jednakowoż ku mojemu zdziwieniu zostałam zaproszona na rozmowę rekrutacyjną. Poszłam na totalnym luzie, traktując to jako trening i... zostałam zaproszona do drugiego etapu.

Ku absolutnemu szokowi, dostałam ten etat. Okazało się, że w firmie można nawet awansować – z trenera – na trenera koordynatora, odpowiedzialnego za dziesięcioosobowy zespół trenerski pracujący na obszarze Poznań, Jelenia Góra,  Wałbrzych, Kalisz, Gorzów Wielkopolski, Zielona Góra.

Z ręką na sercu przyznaję, że poznałam tam grono naprawdę rewelacyjnych ludzi i świetnych fachowców i będę ten okres pracy wspominać bardzo miło, aczkolwiek doświadczyłam tam kilku momentów surrealizmu. Np. gdy musiałam prowadzić szkolenia techniczne dotyczące uszkodzeń linii telefonicznych lub procedur identyfikacji i weryfikacji klienta dzwoniącego na infolinię.

Po urodzeniu w 2005 roku drugiej córki przeszłam na pół etatu, rezygnując ze stanowiska kierowniczego, a gdy w 2008 zaszłam w ciążę bliźniaczą zdołałam zostać jeszcze trenerem programowym – piszącym programy szkoleniowe dla całej firmy (na teren całej Polski). Szykowałam się już po urlopie wychowawczym do powrotu na przyjemne pół etatu, a tu nagle bum - wypowiedzenie umowy o pracę, korzystające z jedynej furtki prawnej pozwalającej zwolnić kobietę na urlopie wychowawczym - a zatem "zwolnienia grupowe". Dla sprawiedliwości dodam, że odprawa znalazła się na moim koncie tego samego dnia, gdy dostarczyłam tzw. "obiegówkę" potwierdzającą, że nie mam żadnych długów i sprzętu w kilkunastu jednostkach organizacyjnych o których istnieniu dowiedziałam się właśnie z obiegówki.

Co do kariery trenerskiej – cały czas mimo czwórki dzieci jestem na bieżąco ze szkoleniami  i ćwiczę umiejętności trenerskie. Zaczęłam się specjalizować w metaumiejętnościach - zarządzanie stresem, rozwój inteligencji emocjonalnej, kształtowanie postaw proaktywności, zarządzanie zaletami sygnaturowymi. A zatem pracuję dla firm pragnących zainwestować w pracowników na poziomie podnoszącym ich motywację do pracy i poczucie satysfakcji z pracy (niezależnie od jej rodzaju). Od kilku lat prowadzę też warsztaty dla młodzieży, rodziców i wychowawców. Główna tematyka tego obszaru pracy trenerskiej to profilaktyka zachowań ryzykownych (w tym uzależnień od komputera i telefonu).  Ostatnie moje "oczko w głowie" to warsztaty efektywnej nauki, które prowadzę z koleżanką Aleksandrą Marią Gil (pedagog, politolog) dla młodzieży w wieku gimnazjalno-licealnym.

W roku 2001 rozpoczęła się moja wielka przygoda z pisarstwem. Dostałam zamówienie od "Przewodnika Katolickiego" na pisanie cotygodniowych artykułów o charakterze porad psychologicznych. Trwa to już 16 rok i jest bardzo satysfakcjonującą pracą. Rozwija moją kreatywność i dyscyplinę. Po szeregu lat współpracy z różnymi portalami internetowymi i wydawnictwami aktualnie współpracuję z "Polonia Christiana" oraz  pch24.pl. Wydałam te szereg książek psychologicznych typu poradnikowego, widocznych w zakładce "książki".

Trzeci tor mojej kariery rozpoczął się w roku 2010. Zostałam prezesem "Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii", której misją jest edukacja zdrowotna, zwłaszcza ukierunkowana na młodzież. Najmłodsze i najbardziej dopieszczone dziecko Fundacji to istniejący od 2015 roku portal dla młodzieży pytam.edu.pl (bo tylko prawda jest ciekawa). 

Aby sprawę skomplikować, od lat 90 śpiewam amatorsko w zespołach muzyki dawnej. Ostatni z nich, w którym śpiewam wraz z mężem od kilku lat to "Anonymous", kilkuosobowy zespół specjalizujący się w muzyce Renesansu.

Pada tu oczywiście magiczne pytanie czy skończyłam jeszcze jakieś studia podyplomowe czy doktoranckie, które usprawiedliwiałyby moje pisarstwo i wypowiadanie się na tematy naukowe. Od kilku lat wisi nade mną wizja doktoratu, na który jednak szczerze mówiąc nie mam czasu (choć materiał i owszem). CV w razie potrzeby uzupełnię w stosownym momencie.

Bogna Białecka