"Moja krewna zaczęła stosować na kilkumiesięcznym synu metodę "crying down", która polega na tym, że po wieczornym nakarmieniu dziecka zostawia się go i gdy zaczyna płakać, nie wolno go utulić i uspokoić. Ma się wypłakać i w ten sposób "nauczyć" wcześniej zasypiać. Trwa to już miesiąc, a małe płacze po 3 godziny zanim uśnie. Całą rodzinę to niepokoi, ale brakuje nam naukowych argumentów, żeby z nią rozmawiać."
Iza

Tak dokładniej metoda "crying down" (zwana też metodą Ferbera) polega na tym, że po upewnieniu się iż wszystkie potrzeby niemowlęcia zostały zaspokojone – tzn. ma czystą pieluszkę, jest nakarmione, nie ma kolki, zostało przytulone i ucałowane – kładziemy je do łóżeczka i zostawiamy samo by wypłakało się i  zasnęło. Wychodzi się przy tym z założenia, że ponieważ potrzeby dziecka zostały zaspokojone, potrzebuje tylko snu i płacz oznacza zmęczenie. Rodzic co jakiś czas kontroluje sytuację, ale nie wolno malucha wyjmować z łóżeczka, przytulać i nosić na rękach.  Zwykle po kilku tygodniach niemowlak zaczyna rzeczywiście samodzielnie zasypiać. Wiele matek chwali tę metodę za skuteczność.

Skuteczna?
W pierwszej połowie XX wieku rozwinęła się dziedzina psychologii zwana behawioryzmem. Terapia behawioralna opierała się na założeniu, że nie warto zajmować się emocjami czy myślami pacjenta jako zbyt trudnymi do obiektywnej oceny, lepiej pracować bezpośrednio nad zachowaniami. Robiono to za pomocą warunkowania – kojarzenia niepożądanych zachowań z karami, a pożądanych z nagrodami. Z większości metod terapii behawioralnych (jak np. prób leczenia homoseksualizmu za pomocą elektrowstrząsów) wycofano się, ponieważ okazywały się mało skuteczne i miały negatywne skutki uboczne.
Jednym z nielicznych wyjątków jest metoda "crying down". Przetrwała ona ponieważ ma dwa mocne atuty: po pierwsze jest skuteczna, po drugie nie widać natychmiastowych negatywnych skutków ubocznych. Co więcej – sporo rodziców, którzy stosowali tę metodę wobec swoich dzieci w niemowlęctwie donosi, że wyrastają na dzieci bardzo grzeczne i pogodne – nie złoszczą się, nie płaczą, same zalety.
Skuteczność metody została potwierdzona badaniami (Feber 2006, Mindell 2003). Dzieci stopniowo przestają urządzać "sceny" przy kładzeniu do łóżka, a płacz przed snem ogranicza się do kilku minut. Dzieci takie mniej się budzą w ciągu nocy i są spokojniejsze za dnia. Warto jednak zwrócić uwagę, że istnieją alternatywne metody usypiania niemowląt i małych dzieci, których skuteczność została potwierdzona badaniami naukowymi (np. Skulladotir i in. 2003).

Szkodliwa?
Pierwszy problem z oceną metody "crying down" polega na tym, że do tej pory nie zostały przeprowadzone badania nad długoterminowymi efektami jej stosowania. Z drugiej strony psychologia niejednokrotnie udowodniła, że skutki emocjonalne przeżyć z dzieciństwa mogą ujawniać się później – w okresie dojrzewania i dorosłości.
Dlatego warto przyjrzeć się dokładniej mechanizmowi – na jakiej zasadzie działa ta metoda.
W końcu XX wieku powstała teoria tzw. inteligencji emocjonalnej. Jednym z ważnych dokonań tej teorii było odkrycie, że umiejętność radzenia sobie z emocjami to zdolność nabyta. Nie rodzimy się z umiejętnością samoregulacji emocji. Uczymy się tego, a szczególnie ważny jest okres niemowlęctwa. Do pewnego etapu rozwoju dla malucha podstawowym źródłem pocieszenia są rodzice – zwłaszcza mama. Kontakt z mamą, jej dotyk, obecność, czułość daje maluszkowi poczucie bezpieczeństwa, uspokaja negatywne emocje. Z tego powodu dzieci w krajach afrykańskich, gdzie są zwyczajowo noszone non stop przez mamy, a czas reakcji matki na płacz dziecka wynosi przeciętnie 10 sekund, płaczą mniej niż ich europejscy rówieśnicy. Potwierdzają to też badania, w których obserwowano wpływ szybkiej reakcji matki na płacz dziecka (Hunziker i in, 1986). Badania wykazały także, iż separacja od matki – zwłaszcza w nocy powoduje podniesienie u dzieci poziomu stresu (Panksepp  2001). Ufność rodzicom, ich reakcja na potrzeby dziecka tworzy podstawę do nauki samoregulacji emocji.
Najczęstsza sekwencja zachowań w metodzie "crying down" składa się z trzech faz. W pierwszej fazie,  protestu, dziecko płacze głośno i rzuca się po łóżeczku. Druga faza polega na długim monotonnym płaczu i stopniowym uspokajaniu ruchów. W trzeciej fazie dziecko po kilku minutach płaczu zasypia. Płacz kończy się zatem nie dlatego, że dziecko uczy się radzić ze stresem, a dlatego że uczy się iż nie może liczyć na mamę. Zgodnie z zasadą behawioryzmu – dziecko zostaje uwarunkowane – łóżeczko oznacza, że nie ma co liczyć na pociechę ze strony mamy. Mechanizm ten wyjaśnia też, dlaczego dzieci potraktowane metodą Ferbera są spokojniejsze w ciągu dnia i wyrastają na spokojniejsze dzieci. Już od niemowlaka uczą się, że okazywanie negatywnych emocji nie jest skutecznym sposobem przyciągnięcia uwagi rodziców. I tu należy podkreślić – dzieci nie uczą się radzenia sobie z negatywnymi emocjami, a tylko skutecznego ich ukrywania.

Alternatywy
Jak już pisałam, istnieją na szczęście równie skuteczne alternatywy. Na początek warto zaobserwować  o której godzinie dziecko zasypia samo z siebie. Następnie zaczynamy je przyzwyczajać do przyjemnego, mniej więcej 20-minutowego cyklu rutynowych działań poprzedzających sen. Może być to nakarmienie, kąpiel, przebranie w śpioszek, przyciemnienie świateł,  położenie się z dzieckiem do łóżka, czy przytulanki w fotelu, zaśpiewanie kołysanki itp. Wiele dzieci, które zasypiają na rękach budzi się przy przełożeniu do łóżeczka, jednak często wystarczy w takim momencie pochylić się do łóżeczka, przytulić już leżącego malucha – a najlepiej dać mu coś pachnącego mamą –np. jej poduszkę. Innym rozwiązaniem jest usypianie dziecka w łóżku do którego zmieści się też rodzic, dzięki czemu maluch uczy się zasypiania przy mamie, a po chwili mama może odejść. Gdy dziecko przyzwyczai się do rytuału – możemy powoli go przesuwać do wygodniejszej dla nas godziny. Jeśli dziecko z natury "pada" o północy, przesuwając co kilka dni o 10 minut moment rozpoczęcia rytuału snu możemy nauczyć je chodzenia spać o godzinie 21.00 czy nawet 20.00. Skuteczność tej metody zbadali w roku 1989  Adams i  Rickert.
Jedna końcowa uwaga. Zdarza się, że zajmująca się cały dzień niemowlęciem mama jest tak zestresowana wieczorem, że nie potrafi utulić dziecka, gdyż tylko je zaraża swymi negatywnymi emocjami. W tym wypadku warto zaangażować do usypiania dzidziusia jego tatę. Wielu mężczyzn doskonale sprawdza się w zadaniach rodzicielskich, gdzie potrzebne jest zastosowanie spokojnej, stałej procedury.

Adams LA and Rickert VI. 1989. Reducing bedtime tantrums: Comparison between positive bedtime routines and graduated extinction. Pediatrics 84(5): 756-761.

Ferber R. 2006. Solving your child’s sleep problems: New, revised, and expanded edition. New York: Fireside.

Hunziker, U. & Barr, R. (1986). Increased carrying reduces infant crying: A randomized controlled trial. Pediatrics, 77(5): 641-8.

Mindell JA, Kuhn B, Lewin DS, Meltzer LJ, Sadeh A and the American Academy of Sleep Medicine. 2006. Behavioral treatment of bedtime problems and night wakings in infants and young children. Sleep 29: 1263-1281.

Panksepp J. 2001. Affective Neuroscience: The Foundations of Human and Animal Emotions. New York: Oxford University Press.Reid MJ, Walter AB, and O’Leary SG. Treatment of young children’s bedtime refusal and nighttime wakings: A comparison of “standard” and graduated ignoring procedures. Journal of Abnormal Child Psychology 27: 5-16.

Skuladottir A, Thome M, and Ramel A. 2005. Improving day and night sleep problems in infants by changing day time sleep rhythm: A single group before and after study. Int J Nurs Stud. 42(8): 843-850.